wtorek, 11 czerwca 2013

Sechste Woche...

Witam,
na samym wstępie chciałam serdecznie przeprosić, że nie pojawiła się notka z relacjami w ubiegłym tygodniu, ale to nie moja wina - po prostu przez dłuuuugi czas nie miałam dostępu do Internetu. Spowodowane to było powodziami na południu Niemiec, pozrywane były linie telefoniczne... 
Na szczęście problem ten został juz rozwiązany i teraz pisze do Was. 
Dzisiejsza notka będzie dotyczyła szóstego tygodnia pobytu tutaj. W tym tygodniu postaram się napisać również o siódmym tygodniu, żeby nadrobić te zaległości. Niestety nie mogę niczego obiecać, ale będę się starać.
Zacznę może od początku, a więc w poniedziałek jak zwykle miałyśmy wolne. Z racji, że pogoda znowu nam nie dopisała to postanowiłyśmy spędzić cały dzień w łóżku, a wyszłyśmy jedynie do sklepu po zakupy. Przez pół dnia odsypiałyśmy te kilka strasznie męczących dni pracy. 

Później natomiast obejrzałyśmy sobie film, który ja juz wcześniej widziałam. Jednak tak mi się podobał, że nie przeszkadzał mi ten fakt. Film nosi tytuł "Szczęściarz" i jest ekranizacją powieści Nicholas'a Sparks'a. 

Logan Thibault jest urodzonym szczęściarzem. Służył w piechocie morskiej, ma za sobą służbę w Iraku, gdzie wielokrotnie otarł się o śmierć. Przeżył i wrócił do domu z pamiątką - znalezionym na pustyni zdjęciem młodej kobiety, które traktuje jako talizman. Kiedy w bezsensownym wypadku ginie jego przyjaciel, Logan stawia sobie za cel odszukanie dziewczyny z fotografii. Przemierzając pieszo kraj, odnajduje ją w Hampton, miasteczku w Karolinie Północnej. Beth nie jest jednak księżniczką z bajki, ale rozwódką z dziesięcioletnim synem, która ma sporo kłopotów z byłym mężem, zastępcą szeryfa i wnukiem najbardziej wpływowego obywatela miasta. Pomiędzy mężczyznami wybucha ostra rywalizacja... 















Cudowny, poruszający i chwytający za serce film. Dzięki niemu zrozumiałam, że nie ma w życiu przypadków, lecz każdy moment w Twoim życiu jest zaplanowany i czy Ty tego chcesz, czy nie będzie tak jak ma być. Nie zmienisz tego.
Polecam każdemu bez wyjątków!


Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć (pierwsze zdjęcie w pierwszym wierszu) nasz poniedziałkowy obiad, (drugie zdjęcie w pierwszym wierszu) mój wtorkowy obiad - uwielbiam Käsespätzle ♥, (pierwsze zdjęcie w drugim wierszu) gazetki promocyjne z REWE i (drugie zdjęcie w drugim wierszu) przepyszny jogurt o smaku Stracciatelli.


We wtorek, gdy leżałyśmy już w łóżku przy zgaszonym świetle, obiecałyśmy sobie z W, że jak tylko w środę będzie piękna pogoda to jedziemy całkiem same do Pforzheim na zakupy. 
A rano jeszcze przed budzikiem obudziło nas słoneczko, które nieśmiało zaglądało nam do pokoju.  

Około 12:00 zjadłyśmy na szybkiego zupkę chińską, poinformowałyśmy szefową, że nie jemy obiadu i pędziłyśmy na autobus. Wszyscy byli strasznie zdziwieni, że nie boimy się same jechać. A prawda była taka, iż bardzo sie bałysmy, ale samego powrotu. Jednak jako rodowite Polki dałyśmy radę :)
Spędziłyśmy dobre 5 godzin na zakupach całkiem same w obcym NIEMIECKIM mieście, nie znając języka. Znalazłam wreszcie upragniony DM i co prawda nie miałam czasu na jakieś myszkowanie po półkach z kosmetykami - złapałam tylko co, to było najbardziej mi potrzebne i szybko mknęłam na powrotny autobus. Zrobię porządne zapasy Balei przed powrotem do domu. !!

A oto przedstawiam Wam rzeczy jakie udało się nam upolować:

 Zarówno balsam do ciała z Balei, jak i odżywkę z Nivei przetestowałam i uważam, iż są to moje dwa strzały w dziesiątkę. Obydwa kosmetyki sprawdzają się naprawdę świetnie.

 


I jeszcze kilka zdjęć z środowych zakupów:


pokochałam ta wystawę ♥


 













 A na koniec chce Wam pokazać jak piękne mamy tutaj zachody słońca. Nie ma osoby, która by obojętnie przeszła. Każdy wyciąga telefon, czy jakiś inny aparat i robi zdjęcia, aby uwiecznić to niezwykłe zjawisko. 






PS. Jesteście w stanie polecić mi jakiś dobry i sprawdzony telefon dotykowy? Tylko błagam żadnego SAMSUNGA.. Myślałam o HTC 8s, albo o którejś z Nokii Lumii. 

HTC 8s
 Nokia Lumia 900
Nokia Lumia 920

Trzymajcie się,
Pozdrawiaam :***



Prześliczna piosenka ♥



piątek, 31 maja 2013

Fünfte Woche...

Witam,
z nieukrywaną niecierpliwością czekam, aż wreszcie ten niezmiernie nudny tydzień minie. Jak na złość niestety niewyobrażalnie się ciągnie.. może to dlatego, że dzięki naszemu "kochanemu" szefostwu miałyśmy dwa dni wolnego pod rząd (poniedziałek i wtorek), a teraz jesteśmy tak zmęczone, że na nogach ledwo stoimy. Dodatkowo przed nami dwa najcięższe dni tygodnia - weekend = dużo ludzi = mnóstwo pracy...
U nas niestety tak jak u Was w Polsce pogoda nie dopisuje, aczkolwiek zdarzył się jeden dzień, gdzie słoneczko nam przygrzewało ;) Uznało jednak, że jeden dzień to wystarczająco za dużo..


 Z racji paskudnej pogody cały poniedziałek spędziłyśmy w łóżku, jedynie miałyśmy spacerek do sklepu po przekąski i piwko, gdyż miałyśmy w zamiarze obejrzenie filmu (pierwszego od 5 tygodni).

 "Polak potrafi"
 Naszym celem stał się film pt. "Safe Haven" wyreżyserowany na podstawie powieści Nicholasa Sparksa. Przeczytałam o nim zupełnie przypadkowo, na którymś blogu (nie pamiętam na jakim), po czym oglądnęłam trailer i stwierdziłam, że muszę go obejrzeć. Ani trochę nie żałuje swojej decyzji. To naprawdę niebanalny, rewelacyjny i godny polecenia film.

 


Kiedy w niewielkim miasteczku Southport na południu USA pojawia się tajemnicza młoda kobieta, mieszkańcy zadają sobie pytanie, co skłoniło ją do rozpoczęcia życia w tym odizolowanym miejscu. Piękna, ale zamknięta w sobie Katie, pracuje w lokalnej restauracji i wyraźnie unika nawiązywania nowych znajomości. Udaje się jej zachować dystans do momentu, w którym poznaje Alexa, właściciela sklepu i owdowiałego ojca dwójki dzieci. Wbrew sobie, Katie coraz bardziej angażuje się w życie rodziny. Ale nawet najczystsze uczucie nie odmieni jej przeszłości. Kobieta miała dobry powód, by zmienić tożsamość i uciec z Bostonu. Pogrzebała całe swoje dawne życie, by uciec przez brutalem, który zamienił jej życie w piekło. Teraz musi zdecydować, czy żyć dalej samotnie pod fałszywym imieniem, czy podjąć ryzyko i walczyć o własne szczęście. To pierwsze pozwoli jej zapomnieć przeszłość i zapewni bezpieczeństwo. To drugie da jej nadzieję na zbudowanie przyszłości.












We wtorek z kolei załamane poranną wiadomością o kolejnym dniu wolnym, postanowiłyśmy obejrzeć drugi film. Nasz wybór padł na "Pierwszy raz". Fajnie się go oglądało, jest bardzo lekki i trochę pouczający. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie uroda głównego bohatera.






Historia dwójki uczniów liceum, Dave'a i Aubrey. Dave jest uczniem ostatniego roku, który spędza większość czasu myśląc o dziewczynie której nie może mieć. Aubrey z kolei, to dziewczyna z artystycznymi aspiracjami, której własny chłopak nie rozumie. Ta dwójka nastolatków spotka się pewnego wieczoru na imprezie. Przypadkowa rozmowa przeradza się w sympatię, która podczas weekendu rozwija się, pozwalając obu bohaterom odkryć coś zupełnie dla nich nowego.  










Znowu naszła mnie myśl czy, aby się Wam nie pokazać, żeby świat bloggera ujrzał moją twarz. Co o tym sądzicie? Z jednej strony wiem, że chciałybyście zobaczyć kim jestem i z kim piszecie, czyje posty czytacie, czyje życie poznajecie, ale wiem, że jeśli to zrobię to pisanie tego bloga straci swój urok i boję się, że nie będę chciała go więcej prowadzić.. 

Tęsknota za domem, rodziną i przyjaciółmi z dnia na dzień dokucza mi coraz bardziej. Brakuje mi tych wygłupów i idiotycznych rozmów z siostrami, przytulania się do tatusia, opieprzów od mamy, wiecznych kazań babci na tematy religijne i leżenia do południa w łóżku z moimi psiakami. Tęsknie za co piątkowymi spotkaniami z przyjaciółmi, tymi wszystkimi pamiętnymi ogniskami i siedzeniem do późna na placu zabaw.


Jeszcze przed moim wyjazdem rozpoczął się całkowity remont kuchni i trochę przykro mi było, iż nie będzie mnie przy tej niesamowitej przemianie. Jednak na szczęście jestem co jakiś czas informowana o postępach i dostaję zdjęcia. Ulepszanie naszej kuchni powoli dobiega końca i możecie być pewni, że jeśli otrzymam zdjęcia uwieczniające końcowy efekt, to Wam je pokaże. ;)

Na dziś to juz koniec, czas odpocząć przed powrotem do pracy, w końcu po to mam tą przerwę. 
Trzymajcie się i nie dajcie się tej brzydkiej pogodzie;)
Buziaki :*** 

piątek, 24 maja 2013

Vierte Woche...

Dobry wieczór,
piszę do was juz w czwartym tygodniu mojego pobytu na praktykach zagranicznych w Niemczech. Z tygodnia na tydzień jest zdecydowanie lepiej, do tego stopnia, ze zaczynam myśleć nad tym jak ja bede za tymi ludzmi tesknic... Nie wiem czy nie wroce tutaj w przyszłym roku ;)

W zeszłą niedzielę obchodziliśmy osiemnastkę W., z racji tego wydarzenia noc niedzielo-poniedziałkową spędziliśmy z Cindy, Aliną, Valentinem i ich znajomymi, siedząc w deszczu na ławce i oblewając pełnoletność W. Z okazji swoich urodzin W. otrzymała również prezent od szefowej w postaci uroczego bukieciku.

W poniedziałek chodziliśmy ledwo żywi w pracy - a był ogromny ruch, bo to jakieś święto było w Niemczech, także było co robić. Mało tego, wieczorem poszliśmy z współpracownikami i szefostwem do pobliskiej restauracji na piwo. Całe szczęście, że we wtorek miałyśmy wolne to odespałyśmy ;)

Od środy zmieniłam stanowisko pracy, z powrotem jest to serwis. Wiele osób pyta mnie czy się cieszę z tego powodu. Ciężko jest mi odpowiedzieć, bo z jednej strony serwis to zawsze jest jakieś urozmaicenie (na kuchni to praktycznie tylko te sałatki i ogólnie warzywa, pomoc przy pieczeniu ciast i rundki z brudnymi naczyniami na zmywak, a na serwisie zawsze różnego rodzaju zamówienia, mycie i wycieranie szkła, podawanie do stołu, sortowanie sztućców, sprzątanie po śniadaniu, przygotowywanie kart menu, czy nawet składanie serwetek), niemniej jednak w kuchni jest zdecydowanie weselej. Co nie oznacza, że na serwisie wesoło nie jest. W ciągu tego tygodnia dowiedziałam się, że mój angielski zdecydowanie się polepszył i chłopaki powiedzieli mi, że oni mnie do domu nie puszczą, bo ja mam z nimi zostać na zawsze, a szkołę mam rzucić :D Aż się człowiekowi milej na duszy robi, słysząc takie słowa ♥ Naprawdę cudowni ludzie tutaj pracują ;)

Wczoraj z racji tego, iz miałyśmy dzien wolny od pracy, udałyśmy się na zakupy do Pforzheim z córkami syna szefa i ich kuzynem (Laura, Lena i Raffael). Dokonałyśmy małych zakupów, porobiłysmy kilka zdjęc i oczywiście bez wygłupów obejśc się nie mogło - w C&A przymierzałyśmy niemieckie stoje ludowe, takie jakie nosi się na np. Oktoberfest :D



Po ogromnych wahaniach W. kupiła sobie obłędną koszulę, a ja białą bluzkę do pracy na serwisie. Natomiast bluzeczka w kolorze chabrowym wpadła nam obywdum do szafy, bo nie mogłyśmy się nie skusić skoro kosztowała zaledwie 5€.

 

 Macie jeszcze kilka zdjęć z zakupów:


 















To tyle na dziś, trzymajcie się ;)
Śpijcie dobrze :**