czwartek, 16 maja 2013

Dritte Woche...

Dobry wieczór,
jestem już tutaj trzeci tydzień. W tym tygodniu znowu pracuję na kuchni. Mam już trochę dość, bo wiecznie nic tylko robię i wydaje sałatki, kroje warzywa i grzyby (których nienawidzę i lubić nigdy nie będę), uzupełniam zapasy, obieram ogromne ilości ziemniaków i przyglądam się coraz to nowszym zadaniom.





















 Powoli zaczynam już tęsknić za rodziną i przyjaciółmi.. :( Wczoraj, gdy byłam w pracy, a syn szefa był na kuchni to przyszła jego córka i tak mocnooo się do niego przytuliła, a ja poczułam taką straszną zazdrość, że ja nie mogę przytulić się do swojego tatusia. Moi znajomi organizują sobie już drugie ognisko beze mnie, strasznie jest to przykre, że nie ma mnie tam z nimi.. Dodatkowo moja przyjaźń z A. zaczyna się psuć... Coś czuje, że ten mój wyjazd to będzie taka próba, to co przetrwa, to będzie znaczyło, że jest na zawsze, a o tym, co nie wytrzyma rozłąki, świadczyć tylko będzie, że nie było prawdziwe.
Coraz bardziej zastanawiam się nad powrotem do domu, chociaż wiem, że nie wchodzi on w grę. Dziś dowiedziałam się, że dwie dziewczyny uciekły z praktyk, i są już w domu. Zdecydowały się wrócić, bo nie dawały sobie rady.. Pracowały dziennie po 12-13 godzin bez ani jednego dnia wolnego w tygodniu.. Stwierdziłyśmy razem z W., że nam by było nawet wstyd uciec, gdyż w porównaniu z tymi dziewczynami mamy tutaj raj.
Byłyśmy dzisiaj na zakupach w większym mieście z Cindy i Aliną (obie dorabiają sobie jako kelnerki w tym hotelu co my pracujemy).


 Głownie nasze zakupy polegały na zwiedzaniu miasta i dowiadywaniu się jakie sklepy można tutaj znaleźć, więc na jakieś większe zakupy nie byłyśmy przygotowane.

 


Chociaż i tak W. kupiła sobie bardzo ładną bluzkę, a Cindy świetną spódniczkę ;)


W dniu dzisiejszym również wybrałyśmy się do REWE na zakupy spożywcze w postaci wody mineralnej, dwóch bułek i dwóch jogurtów naturalnych (miałam jeszcze ochotę na czekoladę, była nawet promocja kosztowała 59 centów - ale W. mi zabroniła, bo obie mamy się pilnować z naszymi dietami).

Czas leci nam nieubłaganie szybko. Wstaję około godziny 7:50, po 8:00 schodzę na śniadanie. Pracę zaczynam o 9:00, a kończę między godzina 21:30, a 22:00. Przerwę mam od godziny 14:00 do 17:00. Nie mam czasu na nic, jak wracam do pokoju to wskakuje szybko na Facebook'a, później szybciutko pod prysznic i do spania. Jedynie jak mam dzień wolny to troszkę poleniuchuję w łóżku (to co leniwce lubią najbardziej).



Słodkich snów Wam życzę, śpijcie dobrze ;***

środa, 8 maja 2013

zweite Woche...

 Cześć,
w poniedziałek rozpoczął się drugi tydzień, nie będę ukrywać, że czas upływa bardzo szybko. Od wczoraj zmieniło mi się stanowisko, na jakim pracuje. Teraz jest to kuchnia.. No tego jeszcze nie było, baaaaaardzo rzadki widok. Na serwisie było mi zdecydowanie lepiej. W poniedziałek, gdy miałyśmy wolne udałyśmy się do leżącego nieopodal miasteczka, w którym zaobserwowałyśmy kilka sklepów, ale ani jednego spożywczego. Dopiero po powrocie dowiedziałyśmy się, że w jednym z budynków, które mijałyśmy jest taki jakby supermarket ( a my myślałyśmy, że to jakieś biuro jest ).
Dziś znów mamy wolne, troszkę beznadziejnie nam to zrobili, gdyż przepracowałyśmy tylko jeden dzień i wolne, a potem od czwartku do niedzieli będziemy pracować bez przerwy ( gdzie jak jest weekend to każdy ma pełne ręce roboty )... Jakoś będziemy musiały dać radę..
Planowałyśmy z W. dziś jeszcze raz przespacerować się do tego miasteczka, żeby sobie coś kupić, ale chyba nic z tego nie wyjdzie... Może przynajmniej weźmiemy kocyk i rozłożymy się gdzieś na trawce, co by choć troszkę się opalić, bo straszymy przezroczystością....

Łapcie jeszcze kilka zdjęć z naszej wycieczki ;)































Dajcie znać co tam u Was w Polsce słychać ;)
Idę odpoczywać, póki wolne mam :D
Trzymajcie się ;****

czwartek, 2 maja 2013

erste Woche

Nareszcie przybywam do Was,
od czterech dni jestem już w Niemczech. Pięknie tu jest, tak spokojnie, każdy dla każdego jest miły i nie ma takiego pośpiechu jak u nas w Polsce.






 Zacznę opowiadać od początku, bo tak będzie najlepiej ;)
A więc, gdy przyjechałam tutaj w poniedziałek i zobaczyłam nasz pokój i warunki w nim panujące oraz fakt, że nie mogę się z nikim po niemiecku dogadać, to miałam ochotę jak najprędzej wrócić do Polski. Jednak teraz, gdy przepracowałam dwa dni w świetnej atmosferze i poznałam niesamowicie śmiesznych ludzi to stwierdzam, że wytrzymam te trzy miesiące. Ten tydzień pracuję za barem i obsługuję z kelnerami w godzinach od 10 do 15, potem mam 3 godziny przerwy, po czym znowu wskakuję za bar od 18 do zazwyczaj 22, ale nieraz czas ten się może wydłużyć.
Co wieczór wracam do pokoju z obolałymi stopami i bólem brzucha od śmiechu. Kilku kelnerów to strasznie zboczone świnie, mówimy z W. do nich "Schwein, Schwein", a oni wtedy tak fajnie chrumkają. Osobiście dogaduję się z nimi bardziej po angielsku, niż niemiecku (i o dziwo jakoś daje radę), a W. to tak bardziej na migi, chociaż robi postępy.
Dziś mamy wolne to trochę sobie odpoczniemy i wreszcie się rozpakowałyśmy, bo do dnia dzisiejszego nie było pewne czy nie zmienią nam pokoju.
Przyzwyczaiłyśmy się już do tego pokoju i nawet dobrze nam w nim, a warunki w nim panujące już wcale nie wydają się nam takie złe. ;)





















Strasznie tęsknie za moimi romansidełkami, które leżą tam w polskiej bibliotece na półce i mnie wołają. Wyrodna matka ze mnie, że nie reaguje na krzyk własnych dzieci. ;((



Trzymajcie się, miłego popołudnia ;****

niedziela, 21 kwietnia 2013

ein Woche...

Cześć,
na samym wstępie chciałam Wszystkim przeprosić, za to, że tak bezczelnie zaniedbuję bloga. Spowodowane jest to tym, że do mojego wyjazdu pozostał tylko jeden tydzień. Dokładnie za 7 dni o godzinie 14:55 będę wsiadała na dworcu autobusowym do autokaru. Na samą myśl robi mi się niedobrze... Im bliżej godziny 0, tym bardziej nie chce tam jechać. Dodatkowo z tego stresu z dziewczyną, z którą mam jechać trochę się posprzeczałyśmy. Chciałabym zostać i ten czas spędzić z przyjaciółmi.
W tym tygodniu czeka mnie jeszcze cała masa zakupów, zniesienie ze strychu walizki i zapakowanie jej. Ciekawa jestem ile łez popłynie przy pakowaniu... :( Muszę jeszcze wykupić ubezpieczenie.
Jest jedyny plus wyjazdu, ominie mnie sprzątanie po remoncie kuchni ;) Niezmiernie się z tego powodu cieszę, bo będzie baaaaardzo dużo sprzątania. Ale obiecałam mamie i siostrom, że będę się z nimi łączyć duchowo przez Skajpaja :D
W tym tygodniu również spodziewam się wystawienia pozostałych ocen i podliczanie średniej. :P
Niestety ale nauczyciele nie kwapią się i czekają do ostatniej chwili, jeszcze bardziej nas przy tym stresując. Nadal są jeszcze dziewczyny, które nie otrzymały swojej umowy. Ja na ich miejscu w szpitalu psychiatrycznym wylądowała. Został tydzień, a one nie mają przewoźnika i z tego co wiem to żadnych ubrań, ani tych wszystkich innych też nie.
Dla przypomnienia pokażę Wam kilka zdjęć miejsca, w które sie udaje na 3-miesięczną praktykę.

http://www.relaisdusilence.com/imgs/albums/photo_2675.JPGhttp://www.relaisdusilence.com/imgs/albums/photo_2678.JPG









Hotel wydaje się być uroczym, ale jak będzie okaże się niebawem.
Pokażę Wam jeszcze dzieło mojej utalentowanej siostry :P

    
była pyszna ♥
 A teraz wybaczcie, ale czas się wziąć do nauki...
Trzymajcie się ;***